W wielu gospodarstwach pierwszą i najważniejszą maszyną pozostaje ciągnik. To on kojarzy się z wszechstronnością, siłą uciągu i generalnie jest najlepszą inwestycją w rozwój działalności. Są jednak takie miejsca, w których realia codziennej pracy weryfikują ten schemat i pokazują, że kluczową rolę w zadaniach rolnika może odgrywać zupełnie inny sprzęt. Artykuł powstał na podstawie publikacji z kwartalnika “Spichlerz” i przedstawia historię gospodarstwa, w którym to właśnie ładowarka stała się centrum operacyjnym produkcji.
Produkcja zwierzęca wymusza inne priorytety
Sławomir Pawlak prowadzi gospodarstwo w miejscowości Kolebki koło Ślesina w województwie wielkopolskim. Areał obejmuje 18 hektarów, jednak skala pracy nie wynika tu z powierzchni pól, lecz z intensywnej produkcji zwierzęcej. Stado liczy 80 sztuk bydła, w tym 31 krów dojnych, co oznacza codzienną, powtarzalną i czasochłonną obsługę.
Brak wozu paszowego sprawia, że zadawanie pasz odbywa się w sposób bardziej tradycyjny, a to generuje dużą liczbę cykli załadunku i transportu w obrębie budynków. W takich warunkach liczy się zwrotność, dobra widoczność i komfort pracy operatora, a nie tylko moc silnika czy parametry uciągu, które są kluczowe dla pracy w polu.
Przez osiem lat głównym wsparciem w gospodarstwie był ciągnik Zetor Major 80 HS z ładowaczem czołowym. Maszyna wykonywała swoje zadania, jednak z czasem pojawiły się ograniczenia. Intensywna praca z obciążeniem i częstymi zmianami kierunku powodowała szybkie zużycie przednich opon ciągnika, a manewrowanie w wąskich korytarzach obory i przy silosach nie należało do najłatwiejszych. Właśnie wtedy zapadła decyzja, by oddzielić funkcję transportową od przeładunkowej i postawić na dedykowaną ładowarkę.

Od dużej teleskopowej ładowarki do kompaktowej – decyzja podjęta z głową
Pierwszym pomysłem była klasyczna, 7-metrowa ładowarka teleskopowa marki Case. Po wstępnych oględzinach i analizie warunków pracy rolnik doszedł jednak do wniosku, że większa maszyna nie będzie najlepszym wyborem.
Kluczowe znaczenie miały więc nie maksymalne parametry wysięgu, lecz proporcje maszyny, jej stabilność i wyposażenie. Ostatecznie wybór padł na ładowarkę Kramer KL33.8T, zakupioną w Agro-Sieć Maszyny.
Parametry dopasowane do realnych potrzeb
Wybrany model to maszyna z linii premium o maksymalnym obciążeniu użytkowym 1,53 t. Centralnie umieszczony wysięgnik teleskopowy zapewnia wysokość przeładunku 4,2 m oraz wysokość składowania 4,59 m. W praktyce oznacza to możliwość swobodnej pracy przy silosach, załadunku przyczep czy układania materiału bez konieczności sięgania po większą konstrukcję.
Ciężar wywracający wynosi 3300 kg przy pracy z łyżką objętościową oraz 2625 kg przy użyciu wideł do palet. Przy kompaktowych wymiarach – rozstaw osi 2,02 m, szerokość 1,78 m i wysokość 2,575 m – maszyna zachowuje bardzo dobrą stabilność.
Jednoczęściowa rama oraz skręt wszystkich kół umożliwiają wybór różnych trybów jazdy, w tym tzw. “psiego chodu”. To właśnie ta funkcja w codziennej pracy okazuje się jedną z najbardziej praktycznych – pozwala precyzyjnie podjechać pod ścianę czy wjechać w wąski przejazd bez wielokrotnego korygowania toru jazdy.
Dodatkowo operator ma do dyspozycji przestrzenną kabinę, większą niż w klasycznych ładowarkach z bocznym teleskopem. Przy ponad 100 godzinach pracy miesięcznie komfort przestaje być dodatkiem – staje się warunkiem wydajności.
Silnik, który nie zaskakuje – i o to chodzi
Pod maską ładowarki Kramer pracuje jednostka Deutz TCD 2.9 L o mocy 75 KM. Dla właściciela był to atut sam w sobie – identyczny silnik znajduje się w jego Zetorze Majorze. To oznacza znajomość charakterystyki pracy, dostępność części i przewidywalność kosztów.
Pan Sławomir podkreśla również, że dostęp do silnika po podniesieniu jest rewelacyjny, ale przez pierwsze 320 godzin pracy ładowarki – do momentu pierwszego przeglądu – nie pojawiły się żadne niepokojące sygnały. W gospodarstwie, w którym maszyna pracuje codziennie, niezawodność jest równie ważna, jak parametry techniczne.
Codzienna praca w oborze i przy silosie
Zakres prac wykonywanych przez ładowarkę jest szeroki. Pobieranie kiszonki z silosu, transport bel sianokiszonki i słomy, załadunek obornika – to zadania realizowane każdego dnia.
Jak przyznaje sam bohater artykułu, zmiana organizacji pracy była odczuwalna niemal od pierwszych dnia. Maszyna przejęła obowiązki, które wcześniej wymagały większego zaangażowania sprzętu i czasu. Sprzedaż cyklopa była naturalną konsekwencją – nowa ładowarka po prostu przejęła jego funkcję.
Bogactwo osprzętu ładowarki Kramer pozwala przestawiać ładunki na paletach, przewozić bele czy ładować materiały sypkie. Przy podłączeniu krokodyla lub chwytaka ryglowanie odbywa się automatycznie, choć podłączenie przewodów hydraulicznych wymaga wyjścia z kabiny. W przypadku osprzętu producenta proces ten mógłby być w pełni zautomatyzowany.
Ładowarka wyposażona jest również w zaczep umożliwiający ciągnięcie przyczep, choć w tym gospodarstwie funkcję transportową nadal pełnią głównie ciągniki.

Wiedza, która zwiększa efektywność
Istotnym elementem całej historii była także wizyta w gospodarstwie pana Pawlaka, przedstawiciela firmy Kramer. Rolnik przyznaje, że choć znał możliwości maszyny, nie wykorzystywał wszystkich jej funkcji w praktyce.
To pokazuje, że nowoczesna ładowarka to nie tylko parametry zapisane w katalogu, lecz także system rozwiązań, które dopiero odpowiednio wdrożone przekładają się na realną oszczędność czasu i energii.
Gdy ładowarka wyprzedza ciągnik
Historia gospodarstwa Pana Sławomira Pawlaka z Kolebek jest dowodem na to, że w produkcji zwierzęcej struktura inwestycji może wyglądać inaczej niż w typowym gospodarstwie roślinnym. Przy 18 hektarach kluczowa okazała się nie kolejna modernizacja parku ciągnikowego, lecz maszyna, która każdego dnia odpowiada na potrzeby stada.
W tym przypadku to właśnie ładowarka stała się sercem gospodarstwa – sprzętem, bez którego trudno dziś wyobrazić sobie sprawne funkcjonowanie całej produkcji.
Źródła treści i obrazów:
- Spichlerz – czasopismo branżowe; wydanie styczeń – marzec 2026.