Zmienne dawkowanie zaczyna się od decyzji, nie od mapy

Zmienne dawkowanie zaczyna się od decyzji, nie od mapy

Rozsiewacz z funkcją zmiennego dawkowania stoi dziś na podwórzu w tysiącach polskich gospodarstw, a siewnik punktowy potrafiący zmieniać obsadę w rastrze pola przestał być rzadkością. Trudniejsze od zakupu maszyny okazuje się rozstrzygnięcie, czy w danym sezonie technologia ma obniżyć koszt nawożenia, czy podnieść plon. Ten artykuł powstał na podstawie materiału opublikowanego w najnowszym wydaniu naszego kwartalnika branżowego “Spichlerz” (lipiec-wrzesień) i skupia się na tym, co dzieje się już po odebraniu wyników z laboratorium.

Dlaczego sama mapa aplikacyjna jeszcze nie przynosi oszczędności?

Mapa aplikacyjna jest plikiem. Opisuje pole podzielone na strefy i przypisuje każdej z nich liczbę: kilogramy nawozu albo tysiące nasion na hektar. Skąd wzięła się ta liczba, plik już nie mówi. To rolnik albo doradca musiał wcześniej rozstrzygnąć, czy w strefie o słabszym potencjale plonowania dawka ma być wyższa, czy niższa, a odpowiedź na to pytanie bywa różna dla samej strefy w zależności od uprawy i od tego, na czym gospodarstwu w danym sezonie zależy.

Właśnie w tym punkcie technologia przestaje być techniką, a zaczyna być rachunkiem ekonomicznym. Wynik finansowy będzie zupełnie inny, gdy wybierze się strategię obniżania kosztów, a inny, gdy postawi się na walkę o maksymalny plon w najlepszych fragmentach pola. Rozstrzygnięcie zapada przed wygenerowaniem mapy, a jego wykonanie zależy już od tego, jak dokładnie maszyna potrafi zmieniać dawkę w rastrze pola i jak szybko trafiają do niej dane.

Skąd biorą się strefy, zanim zbada się pierwszą próbkę?

Zanim w ogóle można mówić o scenariuszach, pole musi zostać podzielone na fragmenty o zbliżonym potencjale plonotwórczym. Klasyczne pobranie próbek z pola pociętego na równe kwadraty pozwala ocenić ogólną zasobność, ale nie wskazuje, gdzie rzeczywiście przebiegają granice zmienności. Rolnictwo precyzyjne wymaga dokładniejszego rozpoznania i tu do wyboru są trzy drogi: mapy plonów tworzone przy okazji zbioru przez np. nowe kombajny John Deere, zdjęcia satelitarne pokazujące ilość biomasy oraz skanowanie elektromagnetyczne gleby, które sięga na głębokość około 1,5 metra i przy okazji lokalizuje podeszwę płużną.

Każda z tych metod ma inną cenę, inną dokładność i inne ograniczenia, a porównaliśmy je szczegółowo w innym tekście o wyborze metody pozyskiwania danych do map aplikacyjnych. Jedna zasługuje tu jednak na osobne zdanie, bo nic nie kosztuje. Wszystkie nowe kombajny zbożowe John Deere tworzą mapy plonów podczas zwykłej pracy, więc gospodarstwo, które ma taką maszynę, zbiera dane o produktywności pola przy okazji żniw. Zebrany materiał pozwala wyodrębnić miejsca o różnym poziomie plonowania, a pobranie w nich próbek glebowych często wskazuje przyczynę problemu i pozwala go rozwiązać.

Niezależnie od wybranej metody obowiązuje jedno zastrzeżenie: podział pola wykonany pobieżnie zemści się na każdym kolejnym etapie, bo wszystkie późniejsze dawki będą przypisane do stref, które nie odpowiadają rzeczywistości.

Celem jest podział pola na fragmenty, które charakteryzują się podobnymi właściwościami. Strefy te można odrębnie prowadzić, począwszy od siewu, poprzez nawożenie i ochronę rosnących na nich roślin. W efekcie uzyskuje się z nich jednolite plony o zbliżonej jakości – wyjaśnia Przemysław Pokrzywka, Kierownik Działu Agronomii i Cyfryzacji Rolnictwa w Agro-Sieć Maszyny.

Trzy scenariusze po wynikach badania zasobności

Wyniki z laboratorium układają się zwykle w jeden z trzech wariantów, a każdy z nich prowadzi do innej strategii nawożenia.

Wysoka zasobność, czyli szansa na obniżenie dawek

Maksymalne wartości makroskładników pozwalają ograniczyć nawożenie mineralne, a w skrajnych przypadkach zrezygnować z niego bez uszczerbku dla plonu. Sytuacja ta zdarza się rzadko i dotyczy przede wszystkim gospodarstw pracujących na jednorodnych glebach dobrej jakości. Tam, gdzie się pojawi, oszczędność jest natychmiastowa i łatwa do policzenia, bo widać ją w mniejszym zamówieniu na nawóz.

Zróżnicowane wyniki, czyli wyrównanie pola

To wariant, w którym zmienne dawkowanie pokazuje pełnię swoich możliwości. W miejscach o wysokiej zasobności maszyna aplikuje mniej, w miejscach ubogich więcej. Całkowita ilość nawozu może pozostać na poziomie z lat poprzednich, a mimo to plon rośnie, ponieważ poprawia się potencjał stref dotychczas najsłabszych. Mechanizm ten działa dla fosforu, potasu, wapnia i magnezu, czyli składników, które w glebie pozostają i można realnie sterować zasobnością.

Niska zasobność, czyli inwestycja w potencjał

Najtrudniejszy scenariusz zdarza się często po przejęciu pola w dzierżawę. Wyniki pokazują wtedy, że gleba wymaga nakładów, zanim zacznie cokolwiek zwracać. Odkładanie tej decyzji niczego nie poprawia, bo bez uporządkowania zasobności nie ma sensu rozmawiać o zysku z jakiejkolwiek uprawy. Badanie gleby pełni tu funkcję kosztorysu: pokazuje, ile trzeba wyłożyć i w jakiej kolejności.

Scenariusze działania po otrzymaniu wyników badania próbek glebowych

Azot rządzi się własnymi prawami

Logika wyrównywania zasobności zawodzi przy nawożeniu azotem, gdzie zwykle trzeba postępować odwrotnie. Azot nie odkłada się w glebie tak jak fosfor czy potas, a jego dawka przekłada się na plon w bieżącym sezonie. Rolnik staje więc przed wyborem: dołożyć azotu tam, gdzie potencjał plonowania jest najwyższy i grać o maksymalny wynik, czy podciągnąć strefy słabsze, licząc na wyrównanie łanu.

Obie strategie mają uzasadnienie i obie bywają stosowane w tym samym gospodarstwie, tylko w różnych uprawach. Pokazuje to praktyka przedsiębiorstwa HZiNR Polanowice w województwie kujawsko-pomorskim, o którym za chwilę. Sam pomiar wygląda tu zresztą inaczej niż przy pozostałych składnikach: dla makro- i mikroelementów standardem jest głębokość 25-30 cm, dla oceny azotu mineralnego sięga nawet do 60 cm.

Polanowice: 108 hektarów pszenicy i decyzja o siarce

Przedsiębiorstwo HZiNR Polanowice gospodaruje na 1250 hektarach i utrzymuje stado liczące 1350 sztuk bydła, w tym 500 krów dojnych. Droga do map aplikacyjnych zaczęła się tu od oceny zdjęć satelitarnych z trzech ostatnich lat, co na podstawie wskaźnika NDVI pozwoliło wyznaczyć strefy potencjału plonotwórczego w skali pięciostopniowej. Dla każdego pola wyznaczono dodatkowo od dwóch do czterech stref skrajnych, z których pobrano próby na zawartość azotu mineralnego.

Próbki pobierano zimą, przed ruszeniem wegetacji, po szesnaście powtórzeń dla każdej strefy i z dwóch warstw: do 30 cm oraz w przedziale 30-60 cm. Po pobraniu były mrożone, żeby wykluczyć wpływ mikroorganizmów na wynik. Zawartość azotu mineralnego okazała się bardzo wysoka, co pozwoliło zejść z dawkami poniżej poziomu stosowanego wcześniej. Ostatecznie dla 108-hektarowego pola pszenicy ozimej dawki zmiennego nawożenia wyniosły od 210 do 250 kg/ha nawozu Zaksan.

Zmienne dawkowanie Polanowice
Ciekawiej wygląda różnica w strategii między uprawami. W pszenicy ozimej zdecydowano się na wyższe dawki w miejscach o słabszym potencjale i efekt w postaci wyrównanego łanu był widoczny szybko. W rzepaku postąpiono odwrotnie, koncentrując azot tam, gdzie potencjał plonowania był najwyższy.

Przejście ze stałych dawek azotu na nawożenie zmienne na podstawie map aplikacyjnych pozwoliło nam uzyskać znaczne oszczędności związane z zakupem nawozów azotowych – ocenia Aleksander Burzyński, prezes HZiNR Polanowice.

Badania przyniosły też informację, której nikt się nie spodziewał. Zawartość makro- i mikroskładników wypadła wysoko z jednym wyjątkiem: brakowało siarki. Zapadła decyzja o siarczanie amonu, dostarczającym jednocześnie azot i siarkę, w trzech dawkach dzielonych tak, aby na hektar trafiło 60 kg siarki w czystym składniku. Dodatkowo wyniki z warstwy 30–60 cm pokazały dużą dostępność składników poniżej zasięgu większości korzeni, co skłoniło gospodarstwo do zwiększenia powierzchni głęboko korzeniących się międzyplonów.

Trzęsacz: od katastrofalnego potasu do zmiennego siewu kukurydzy

Gospodarstwo rodziny Rozpędek w Trzęsaczu w województwie zachodniopomorskim uprawia zboża, rzepak i kukurydzę na blisko 800 hektarach, a badania zasobności zleca od pięciu lat. W 2024 roku okazały się szczególnie potrzebne, bo gospodarstwo wydzierżawiło 40 hektarów i chciało poznać stan gleby przed pierwszym siewem. Odczyn wyszedł w granicach pH 4-5, a zawartość potasu była skrajnie niska. Informacja ta pozwoliła od razu ustawić nawożenie pod odbudowę potencjału plonotwórczego, zamiast marnować sezon na uprawę, która i tak nie miała szans dać sensownego plonu.

W 2026 roku wyniki po raz pierwszy posłużyły do wysiewu kukurydzy według mapy aplikacyjnej. Podstawą wyznaczenia stref były dynamiczne strefy satelitarne, na których oparto zarówno mapę zmiennego dawkowania nasion, jak i nawozu.

Siewnik Horsch Maestro 8 RX zagregowany z ciągnikiem John Deere 8260 R pozwolił nam wysiewać od 74 do 77 tysięcy nasion na hektar. Mniej nasion trafiało w strefy słabsze, a więcej w mocniejsze pod względem potencjału plonotwórczego. Przy okazji siewu następował podsiew nawozu fosforowo-azotowego Polidap w dawkach od 100 do 150 kg/ha – informuje Damian Rozpędek, prowadzący gospodarstwo wraz z ojcem Ryszardem oraz braćmi Kamilem i Krzysztofem.

Rzadsza obsada w strefach słabszych daje roślinom więcej przestrzeni do wzrostu, co w sezonach z niedoborem opadów przekłada się na lepszą odporność na suszę. Oszczędność na materiale siewnym jest w tym rachunku dodatkiem, a nie głównym argumentem.

Zmienne dawkowanie Trzęsacz
Ciekawe jest to, że w ostatnim roku siatkę poboru wyznaczono tu klasycznymi kwadratami zamiast, jak wcześniej, na podstawie zdjęć satelitarnych.

Mimo to i tak otrzymane wyniki zostały wykorzystane do zmiennego nawożenia kukurydzy. Podział ten ułatwił późniejszą pracę siewnika punktowego zmieniającego dawki nawozu i nasion – wyjaśnia Michał Gębarowski, specjalista do spraw próbek glebowych w Agro-Sieć Maszyny.

W najbliższym sezonie gospodarstwo zastosuje zmienne dawkowanie także przy nawożeniu, bo trafiła do niego maszyna gotowa do takiej pracy. Otwartą kwestią pozostaje nawożenie azotowe według map aplikacyjnych, ponieważ w Trzęsaczu używa się nawozu płynnego RSM.

Ile kosztuje wejście w zmienne dawkowanie i kiedy je zamówić?

Ceny usług Agro-Sieć Maszyny są przewidywalne i zależą przede wszystkim od skali zamówienia. Klasyczny pobór próbek glebowych kosztuje 25-30 zł netto za hektar, wyznaczenie miejsc poboru na podstawie zdjęć satelitarnych 10-15 zł/ha, a skanowanie elektromagnetyczne 25 zł/ha. Standardowo dla jednej strefy obejmującej około 3 hektarów wykonuje się 15-16 nakłuć, z których powstaje próbka średnia. Na wyniki czeka się cztery tygodnie, a w trybie ekspresowym dwa.

Jak mamy informacje o gorszym fragmencie pola pozyskane ze zdjęć satelitarnych lub skanowania gleby, to proponujemy wykonanie próbki dla tego obszaru. Może to być na przykład tylko jeden hektar – dodaje Przemysław Pokrzywka.

Termin zlecenia ma znaczenie praktyczne. Najlepszym momentem jest okres tuż po żniwach, kiedy pola są puste, a do siewów zostaje jeszcze zapas czasu. Praca trwa jednak niemal cały rok i przerywa ją tylko zbyt wilgotna albo mocno zamarznięta gleba. Zespół zajmujący się pobieraniem próbek liczy kilkanaście osób i dysponuje dwunastoma samochodami pick-up z zamontowanym sprzętem, a obszar działania obejmuje całą Polskę Północną i jest powiązany z lokalizacjami oddziałów, co skraca dojazdy. Szczegóły zakresu analiz i przebiegu zlecenia opisaliśmy na stronie usługi badania gleby do planu nawozowego.

Od pliku w Operations Center™ do rozsiewacza na polu

Wyniki badania Agro-Sieć Maszyny może wgrać bezpośrednio do platformy John Deere Operations Center™, skąd zleceniodawca operuje nimi już samodzielnie. Dla użytkowników maszyn John Deere ma to praktyczne znaczenie, bo mapy zasobności, granice pól, dane o maszynach i dokumentacja zabiegów leżą w jednym miejscu, a kolejne badania dopisują się do historii pola zamiast trafiać do osobnego pliku na dysku.

Sposób pracy z tymi danymi zależy od gospodarstwa. Część klientów przygotowuje mapy aplikacji nawozów samodzielnie i wysyła je prosto do ciągnika pracującego z rozsiewaczem, bez pośrednictwa pendrive’a, za pomocą łączności telematycznej JDLink™. Ci, którzy wolą zlecić tę część, otrzymują gotowy plik przygotowany przez zespół agronomii.

Wielu naszych klientów w Operations Center samodzielnie przygotowuje mapy aplikacji nawozów. Na życzenie rolników możemy również przygotować dla nich gotowe mapy aplikacyjne, które powstaną według założonych przez nich dawek. Ostatecznie daną mapę wysyłamy do konkretnego ciągnika klienta – wyjaśnia Przemysław Pokrzywka.

Bramka telematyczna JDLink™ przydaje się także po stronie samego zlecenia. W Polanowicach była przypisana do konta przedsiębiorstwa, co pozwalało śledzić postępy poboru próbek w czasie rzeczywistym, a każde nakłucie oznaczono znacznikiem zapisującym jego położenie. Przy powtarzanych badaniach ma to konkretną wartość, bo kolejne pobrania można wykonać dokładnie w tych samych miejscach.

Ścieżka bezprzewodowa jest wygodniejsza, ale nie jest warunkiem skorzystania z usługi. W Polanowicach nawożenie mineralne prowadzi rozsiewacz przyczepiany Amazone obsługiwany z terminala AmaTron 4, a mapy z Operations Center™ trafiają do niego przez pamięć przenośną.

Zmienne nawożenie Operations Center

Nasze usługi są dostępne dla wszystkich rolników niezależnie od posiadanego parku maszynowego. Przygotowane przez nas pliki są uniwersalne i są obsługiwane przez wyświetlacze różnych producentów – informuje Marek Grzybek.

Czy zmienne dawkowanie opłaca się w każdym gospodarstwie?

Niezależnie od tego, który z trzech scenariuszy wyjdzie z laboratorium, badanie zawsze daje coś, czego wcześniej nie było: wiedzę o tym, który składnik ogranicza plonowanie. Zgodnie z prawem minimum Liebiga to właśnie on wyznacza sufit dla całego pola i on musi zostać uzupełniony w pierwszej kolejności. Bez tej informacji zmienne dawkowanie jest tylko rozdzielaniem tego samego nawozu w inne miejsca.

Sensu tej technologii nie wyznacza więc areał ani wiek maszyn, lecz zmienność gleby. Pole jednorodne, dobrze uprawiane od lat, niewiele zyska na dzieleniu go na strefy. Pole o dużym rozrzucie potencjału plonotwórczego zwróci koszt badania w pierwszym albo drugim sezonie, i to niezależnie od tego, czy gospodarstwo pójdzie drogą oszczędzania na nawozach, czy podnoszenia plonu. Rozstrzygnięcie, która z tych dróg jest właściwa, zapada przy stole z wynikami w ręku, a nie w kabinie ciągnika.

Zakres analiz, sposób wyznaczenia stref i formę przekazania wyników ustalamy indywidualnie, a rozmowę można zacząć od jednego pola albo od kilkuset hektarów. Pełną ofertę z tego obszaru zebraliśmy na stronie poświęconej usługom rolnictwa precyzyjnego.

Źródła treści i obrazów:

  • Spichlerz – czasopismo branżowe; wydanie lipiec – wrzesień 2026.

Marta Kazimierska

Ukończyła wieloetapowe szkolenia John Deere Polska. Swobodnie porusza się w zaawansowanych technologiach rolniczych i na bieżąco śledzi innowacje w maszynach, uprawie precyzyjnej oraz zrównoważonej produkcji — z naciskiem na rolnictwo jutra: efektywne, inteligentne i oparte na danych.

Więcej artykułów tego autora
Zapisz się do Newslettera

Zapisz się do Newslettera

Nie przegap żadnych okazji!

  • Otrzymuj ekskluzywne promocje.
  • Bądź na bieżąco z nowościami.