Po żniwach w gospodarstwie padają zazwyczaj dwie liczby: ile ton zjechało z pola i ile dni zajęło ich zebranie. Trzecia, ta o ziarnie, które zostało na ściernisku, nie pada prawie nigdy, bo nikt jej nie zna. A to właśnie ona najczęściej rozstrzyga, czy kombajn był dobrany prawidłowo do potrzeb i profilu gospodarstwa.
Gdzie kombajn gubi ziarno?
Nie istnieje jedno miejsce, w którym plon ucieka z maszyny. Masa przechodzi przez kombajn jedną drogą, od zespołu żniwnego po sita, a na każdym jej odcinku część ziarna może się od tej drogi oderwać. Straty powstają w czterech miejscach i w każdym z nich mają inną przyczynę:
- Na hederze, gdzie o ilości ziarna wysypanego przed maszyną decyduje ustawienie nagarniacza i wysokość cięcia względem stanu łanu.
- W zespole młócącym, gdzie ziarno zostaje w kłosie przy zbyt szerokiej szczelinie klepiska lub zbyt niskich obrotach bębna.
- W układzie separacji, gdzie ze słomą odchodzi to, czego maszyna nie zdążyła wytrząsnąć albo wytrzeć.
- Na sitach, gdzie ziarno ucieka razem z plewami przy strumieniu powietrza źle dobranym do wilgotności masy.
Wspólny mianownik jest jeden: wszystkie te straty rosną wraz z prędkością jazdy, ale nie rosną liniowo. Do pewnego momentu niewielkie przyspieszenie kosztuje bardzo mało, a powyżej progu przepustowości maszyny ta sama zmiana potrafi kilkukrotnie zwiększyć ilość ziarna na ściernisku. Próg nie jest przy tym stały. Przesuwa się razem z wilgotnością słomy, plonem, wysokością łanu i porą dnia, więc maszyna pracująca rano na granicy strat po południu ma zapas, a wieczorem znowu go traci.
Presja pogody działa zawsze w jedną stronę: skraca dostępny czas i podnosi prędkość roboczą. Pytanie brzmi więc, czy kombajn ma pod tą prędkością zapas konstrukcyjny, a jeśli go nie ma, czy potrafi zareagować szybciej niż człowiek w kabinie. Odpowiedź na pierwsze pytanie leży w budowie zespołu omłotowo-separacyjnego, na drugie w automatyce. Kombajny John Deere różnicują się dokładnie wzdłuż tych dwóch osi.
Omłot i separacja – czym, różni się kombajn klawiszowy od rotorowego?
W polskiej praktyce oba układy pracują obok siebie na tych samych polach, a wybór między nimi rzadko jest kwestią prestiżu. Chodzi o to, jaką masę słomy trzeba przerobić w jednostce czasu i w jakim stanie ma ona zjechać z maszyny.
Serie John Deere T5 i T6, czyli separacja wytrząsaczowa
W układzie wytrząsaczowym ziarno oddziela się grawitacyjnie, na ruchomych klawiszach, po wstępnym omłocie w bębnie. Ograniczeniem jest droga, którą ziarno musi przebyć przez warstwę słomy, więc o stratach separacyjnych decyduje przede wszystkim grubość tej warstwy. Stąd bierze się znaczenie liczby wytrząsaczy.
Kombajny serii T5 i T6 obejmują cztery modele pięciowytrząsaczowe (T5) i cztery modele sześciowytrząsaczowe (T6). Przejście z pięciu na sześć wytrząsaczy podnosi powierzchnię sit z 4,70 do 5,50 m², a deklarowaną maksymalną wydajność omłotu z 40 do 55 ton na godzinę. Ta sama masa rozłożona na większej powierzchni tworzy cieńszą warstwę, a cieńsza warstwa przesuwa próg strat w górę przy tej samej prędkości roboczej.
Po tej samej stronie rachunku leży szerokość przenośnika pochyłego, wynosząca w modelach sześciowytrząsaczowych 1,67 m i równająca się szerokości kanału przepływu masy. Każde zwężenie na styku hedera i zespołu młócącego jest miejscem, w którym masa się piętrzy, a nierówny strumień podawany do bębna to jedna z najczęstszych przyczyn chwilowych skoków strat.

Kombajny John Deere S7 i separacja rotorowa
W układzie rotorowym omłot i separacja zachodzą w tym samym elemencie: masa krąży wokół rotora po spiralnej drodze, a ziarno jest wycierane z kłosów na całej jej długości. Powierzchnia robocza jest większa niż w układzie wytrząsaczowym o porównywalnych gabarytach, więc maszyna znosi wyższe przepływy masy, zanim straty zaczną rosnąć. Kosztem jest mocniej potargana słoma, co w gospodarstwach zostawiających resztki na polu bywa zaletą, a w tych zbierających słomę w bele wymaga uwagi przy doborze ustawień.
Seria S7 obejmuje cztery modele o mocach maksymalnych od 467 KM w S7 700 do 625 KM w S7 900, napędzane silnikami JDX i JDX14 z systemem Harvest IPM, który podnosi dostępną moc przy niższych obrotach. To rozwiązanie ma bezpośredni związek z tematem strat: maszyna utrzymująca moment obrotowy przy spadku obrotów nie gubi prędkości rotora w chwili, gdy w kanał wejdzie gęstsza kępa łanu, a właśnie takie chwilowe przeciążenia generują największe skoki strat.

Seria X9 i podwójny rotor
Dwa równoległe rotory pozwalają rozdzielić strumień masy i przepuścić przez maszynę znacznie więcej materiału przy zachowaniu tej samej drogi separacji. Kombajny serii X9 występują w dwóch wariantach mocy, 639 KM w X9 1000 i 700 KM w X9 1100, a producent deklaruje dla nich wydajność sięgającą 100 ton ziarna na godzinę.
Ta liczba opisuje próg, a nie tempo typowej pracy. Zapas przepustowości ujawnia się przede wszystkim w warunkach skrajnych, przy wilgotnej słomie, wysokim plonie i konieczności jazdy do późnej nocy, kiedy mniejsza maszyna zaczyna gubić ziarno przy prędkościach, które X9 znosi bez pogorszenia wyniku. Przy areałach, gdzie realną alternatywą są dwa mniejsze kombajny, w rachunku pojawia się też drugi operator, drugi komplet hederów i drugi zestaw przeglądów.
Automatyka ustawień, czyli kto pilnuje maszyny po dziesiątej godzinie pracy?
Doświadczony operator potrafi ustawić kombajn lepiej niż jakikolwiek algorytm. Robi to jednak kilka razy dziennie, a warunki zmieniają się co kilkanaście minut. Automatyka nie konkuruje z jego wiedzą, tylko z jego czasem reakcji.
Wspólną warstwę cyfrową ma całą nowa gama, od serii T5 do X9. Składają się na nią automatyka prędkości postępowej, technologia HarvestMotion™, poziomowanie maszyny układem HillMaster™ na terenach pofałdowanych oraz wyposażenie kabiny z odbiornikiem StarFire™ 7500 i wyświetlaczem G5Plus CommandCenter™ o przekątnej 12,8 cala. Wybór mniejszej serii nie oznacza więc rezygnacji z automatyki.
Seria S7 dokłada do tego dwa uzupełniające się mechanizmy sterowania. Kontrola reaktywna analizuje bieżące obciążenie rotora i silnika, korygując pracę maszyny do napotkanych warunków. Sterowanie predykcyjne idzie krok dalej: przewiduje zmiany przepływu masy z czterosekundowym wyprzedzeniem i przygotowuje maszynę, zanim gęstsza partia łanu do niej dotrze. Efektem jest praca bez skoków obciążenia, a to właśnie te skoki odpowiadają za nagłe wyrzuty ziarna ze słomą. W tej samej serii dostępny jest HarvestLab™, analizujący skład ziarna w trakcie zbioru, łącznie z zawartością białka, co otwiera drogę do rozdzielnego magazynowania partii o różnej wartości.
Mapa plonu powstająca podczas zbioru trafia do systemów rolnictwa precyzyjnego i staje się materiałem wejściowym do decyzji nawozowych na kolejny sezon. Praktyczny przykład takiego wykorzystania danych opisywaliśmy przy okazji inwestycji w kombajn T6 800 w gospodarstwie w Podolu Wielkim.
Do tej samej kategorii rozwiązań należą kabina o kubaturze 3,68 m³ oraz opcjonalny fotel ActiveSeat™ II z regulacja elektroniczną, chłodzeniem i tłumieniem drgań. Po dziesiątej godzinie pracy zmęczenie operatora przestaje być kwestią komfortu, a staje się kwestią jakości ustawień maszyny.

Co rozdrabniacz robi z resztkami i dlaczego to również jest ważne?
Ziarno, które zostało na polu, jest stratą oczywistą. Słoma potraktowana niewłaściwie jest stratą odroczoną, bo wraca w kolejnym sezonie w postaci gorszego rozkładu resztek i trudniejszego siewu. W nowej gamie kombajnów John Deere rozdrabniacz przeniesiono z modelu X9 do serii T5, T6 i S7. Jak podkreśla Mateusz Janicki, specjalista ds. Maszyn Żniwnych w John Deere Polska:
Regulacja przeciwnoży z kabiny ma wymiar praktyczny, który łatwo przeoczyć. Intensywne rozdrabnianie kosztuje paliwo, więc w gospodarstwie stosującym uprawę bezorkową opłaca się je utrzymywać, a tam, gdzie po żniwach i tak wejdzie pług, ten sam nakład jest wydatkiem bez pokrycia. Możliwość zmiany ustawienia w trakcie przejazdu, bez schodzenia z maszyny, rozstrzyga o tym, czy ta różnica zostanie faktycznie wykorzystana.
Dobór kombajnu John Deere do areału i okna żniwnego
Punktem wyjścia nie powinien być areał, tylko liczba dni, w których w danym regionie realnie da się kosić, pomnożona przez liczbę godzin dziennie o odpowiedniej wilgotności ziarna. Z tego iloczynu wychodzi wymagana wydajność godzinowa, a dopiero później z niej klasa maszyny. Trzy typowe sytuacje układają się następująco:
Gospodarstwo z mniejszymi, rozproszonymi polami i słomą przeznaczoną pod prasę znajdzie zwykle odpowiedź w seriach T5 i T6, przy czym wybór między pięcioma a sześcioma wytrząsaczami wynika z plonu i wilgotności, a nie z samego areału.
Tam, gdzie liczy się przerób masy w wąskim oknie pogodowym, a resztki zostają na polu, naturalnym kierunkiem jest seria S7.
Seria X9 wchodzi w rachubę wtedy, gdy realną alternatywą przestaje być mniejszy kombajn, a staje się drugi kombajn wraz z drugim operatorem i drugim kompletem hederów.
Do tej kalkulacji trzeba doliczyć dwie pozycje. Pierwsza to koszt postoju w szczycie sezonu, który omawialiśmy szerzej w tekście o tym, jak ograniczyć koszty serwisu kombajnu w żniwa. Druga to struktura finansowania, bo przy maszynie pracującej kilkanaście dni w roku rozłożenie płatności zmienia rachunek bardziej niż różnica w cenie katalogowej. Aktualne warunki dla maszyn żniwnych zebraliśmy na stronie finansowania kombajnów John Deere z pakietem PowerGard™.
Nowy kombajn czy sprawdzony w polu T670i?
Nie każde gospodarstwo, które potrzebuje sześciu wytrząsaczy, potrzebuje jednocześnie najnowszej architektury cyfrowej. Dla części klientów sensowniejszym punktem wejścia jest maszyna poprzedniej generacji z udokumentowaną historią pracy. W ofercie Agro-Sieć Maszyny znajduje się obecnie kombajn John Deere T670i wypróbowany w polu po jednym sezonie żniwnym, z silnikiem PowerTech PSS TwinTurbo o pojemności 9 litrów, mocą znamionową 397 KM i maksymalną 455 KM, sześcioma wytrząsaczami z systemem aktywnej separacji oraz zbiornikiem ziarna o pojemności 11 000 litrów.
Takie egzemplarze pojawiają się w ofercie Agro-Sieć Maszyny regularnie, po zakończonych sezonach pokazowych i demonstracyjnych, zwykle w pojedynczych sztukach i na krótko, więc ofertę maszyn wypróbowanych w polu warto sprawdzać na bieżąco.